Edukacja domowa

Jak wygląda egzamin w edukacji domowej?

Egzamin jest dwuczęściowy i oparty na podstawie programowej. Dzieci najpierw dostają do napisania sprawdzian, który od razu jest oceniany i jeśli dziecko go zaliczyło, to przystępuje do egzaminu ustnego. Ta druga część wygląda tak, że jeśli uczeń ma jakiś projekt, który przygotował, to może go pokazać nauczycielowi, porozmawiać z nim o tym, dostaje wtedy dodatkowe pytania. Jeśli natomiast nie ma żadnego projektu, to nauczyciel pyta z zakresu podstawy programowej. Taki egzamin ustny trwa zazwyczaj pół godziny, choć moje dzieci są niezwykle rozgadane, więc jeśli jedziemy na egzamin nie w trakcie sesji, (a więc nauczyciel ma więcej czasu), to rzadko kiedy wszystko zamyka się w tych 30 minutach. Egzaminy są naprawdę przeprowadzane w bardzo sympatycznej atmosferze i uczeń szybko przestaje się stresować, choć muszę szczerze przyznać, że nauczyciele w Koszarawie są naprawdę wymagający. Nie ma tam żadnej ulgi dla dzieci z edukacji domowej. Zdarzają się sytuacje, że ktoś sobie nie poradzi, nauczyciel uzna, że wymaganej wiedzy, dziecko opanowało zbyt mało, wtedy, jeśli jest jeszcze czas, może przyjąć wszystkie wskazówki i rady nauczyciela i przyjść jeszcze raz. Natomiast jeśli doszłoby do tego, że uczeń do końca roku nie zaliczy jakiegoś przedmiotu, to niestety, musi wrócić do szkoły państwowej, do tej klasy, której nie zdał. Przepisy bowiem nie zakładają możliwości powtarzania roku w ramach edukacji domowej.

Egzaminy państwowe, po zakończeniu edukacji w podstawówce, czy też matura obowiązują normalnie?

Tak, matura wiadomo, nie jest obowiązkowa, jednak wszystkie egzaminy państwowe mamy obowiązek zdawać i muszę powiedzieć, że wyniki uzyskiwane przez dzieci z edukacji domowej są naprawdę wysokie. My jesteśmy bowiem przyzwyczajeni do przechowywania w swoich głowach wiedzy z całego roku, nie tylko od sprawdzianu do sprawdzianu.

Jak więc wygląda nauka na Waszym przykładzie?

Istotą edukacji domowej jest to, że odpowiadamy na wszystkie pytania dzieci, które padną kiedykolwiek. Mamy ze sobą w każdej chwili smartfon, „wujka google” do pomocy, tak więc jak pada jakiekolwiek pytanie, gdziekolwiek, to na nie odpowiadamy. Bardzo często okazuje się, że ono jest świetnym punktem wyjścia do rozmów, których treść jest ściśle związana z tym, co jest ujęte w podstawie programowej. Zawsze przez wakacje śledzę sobie tę podstawę, żeby wiedzieć, jakie zagadnienia muszą być zrealizowane w tym roku. Dzięki temu przy różnych pytaniach dzieci staram się tak prowadzić rozmowę, aby wymagane tematy rozwinąć. Dzięki temu we wrześniu, kiedy otwieramy podręczniki okazuje się, że wiele treści dzieci już znają.

Obserwując nasze pociechy, zauważyliśmy, że im młodsze, tym mają większą łatwość w przyswajaniu materiału, gdyż bardzo dużo słyszeli już przy okazji rozmów z starszym rodzeństwem. Tak naprawdę drogi toruje nasza najstarsza córka, Kasia. Przez to ona też ma najtrudniej. Kiedy Kasia uczyła się fizyki, Ewa i Staś też chcieli słuchać. Nasz syn jest w ogóle pasjonatem ścisłych przedmiotów, więc absolutnie nie trzeba go do tego namawiać. Na tych zajęciach z fizyki bawiliśmy się prądem, robiliśmy różne doświadczenia. Teraz kiedy Ewa przypomina sobie kolejne zagadnienia z tego przedmiotu, Staś znów jest na tych zajęciach, bo go to interesuje. Kiedy nadejdzie czas, że fizyka będzie przedmiotem obowiązkowym dla Staszka, jestem przekonana, że będzie robił rzeczy znacznie wykraczające poza program, gdyż te zawarte w podręczniku, rozumie i umie już teraz.

Spotkałam się z pytaniami znajomych, czy mogliby do nas przysyłać dzieci na naukę. Zawsze tłumaczę, że to nie mogłoby się udać, gdyż nie jest tak, że mamy sztywne godziny, w których się uczymy. Czasem rozmawiamy o rzeczach z podstawy programowej jadąc do babci, czasami będąc na wakacjach. Ostatnio, w Chorwacji przy śniadaniu dyskutowaliśmy o sierści niedźwiedzia polarnego, którego włosy, jak się okazało, są półprzeźroczyste, światło tak się od nich odbija, że cała sierść wygląda jakby była biała. Skóra natomiast jest czarna. Bardzo dużo informacji zdobywamy spontanicznie. Rozmawiamy wtedy, kiedy każdy jest zainteresowany. Są sytuacje, że dzieci ewidentnie są rozkojarzone, nie potrafią się skupić, więc wtedy po prostu odpuszczamy.

Często padają trudne pytania?

Nieustannie i często musimy się wspomagać internetem. Pamiętam np. pytanie dlaczego mleko kipi, a dlaczego czasem nie kipi? Dlaczego woda w morzu jest słona? Czy ryby piją wodę? Codziennie padają tego typu pytania. Im dziecko jest młodsze, tym ta ciekawość świata jest większa. W szkole dzieci bardzo szybko przestają zadawać te pytania, bo albo denerwują tym nauczycieli, albo są wyśmiewani przez rówieśników, że są przemądrzali i się wychylają. W edukacji domowej przestają pytać o wiele później. Teraz często sami już w internecie szukają odpowiedzi i później mówią, „a wiecie, że…”

Macie zwyczajne zeszyty i podręczniki?

Zeszyty mamy do matematyki, bo tam wiadomo trzeba jakieś obliczenia robić. Do pozostałych przedmiotów zeszyt nie jest nam potrzebny. Podręczniki dostajemy, szkoła nam je wypożycza traktując nas jak pozostałych uczniów. Z książek tych dzieci korzystają, aby sobie usystematyzować wiedzę przed egzaminem, w starszych klasach pomagają one zdecydowanie bardziej niż w młodszych. Bardzo dużo korzystamy z internetu, z innych książek, z lekcji muzealnych, czy też wycieczek.

 

W waszej jadalni wisi jednak tablica, to taki zamiennik zeszytów?

Tablica przydaje nam się szczególnie kiedy karmię Marysię, mogę wówczas pilnować jak dzieciaki liczą zadania z matematyki i nie muszę zaglądać do zeszytów aby szybko wychwycić błąd, nie pozwalając by się utrwalił. Pomaga też np. kiedy trzeba coś narysować tłumacząc dzieciakom jakieś zagadnienia. Obok tablicy wisi też zrobiony przez nas kalendarz miesięcy i pogody. Powstał on kiedy zauważyliśmy, że Wojtek rozwija się nieharmonijnie. Był w stanie dodawać, odejmować, mnożył, czytał, ale nie był w stanie wymienić pór roku. Nie chcieliśmy, żeby powtarzał je w kółko, tylko zrobiliśmy kalendarz i dzięki temu Wojtek sam się nauczył i następstw pór roku i miesięcy i dni tygodnia. Dużo rzeczy można zrobić w ciekawy sposób. Jeśli jest to atrakcyjne dla dziecka, łatwiej mu się tego uczy.

Jest jakiś przedmiot, który Wam jako rodzicom/ nauczycielom sprawia dużo problemów?

Języki, a w zasadzie język angielski, to przedmiot gdzie aby zrealizować podstawę programową, posiłkujemy się nauczycielem z zewnątrz. To jest moja bolączka. Chciałabym, żeby dzieci nauczyły się swobodnie rozmawiać w tym języku, a niestety idzie nam to dość opornie, widzę, że ich do tego nie ciągnie. Natomiast drugi język, którego uczy się Kasia, to język rosyjski. Szukałam długo nauczyciela, ponieważ nigdy nie uczyłam się tego języka. Okoliczne szkółki językowe oferowały tą naukę, jednak za każdym razem słyszałam, że jest zbyt mała ilość chętnych osób, więc w tym roku ta usługa nie będzie realizowana. Postanowiłyśmy więc uczyć się same. Udało nam się, Kasia zdała egzamin na piątkę, bez żadnego problemu. Potrafimy czytać cyrylicę, rozumiemy proste teksty, potrafimy na wiele pytań odpowiadać, pisać, więc doszłyśmy do wniosku, że wymaganiom następnego roku języka rosyjskiego też jesteśmy w stanie sprostać. Daje nam to niezwykle dużo satysfakcji.

Nie macie więc ustalonych dni i godzin na naukę danego przedmiotu?

W momencie, kiedy dochodzi dużo przedmiotów, czyli od siódmej klasy musimy być bardziej zorganizowani. W tej klasie do zdania jest już jedenaście egzaminów, w pierwszej klasie liceum, czternaście, tak więc potrzebna jest już mocna dyscyplina. Musimy działać według jakiegoś planu. Ja dzielę rok na partie i wiem, w którym momencie, w którym miejscu powinnam być z podstawą programową, żeby się na pewno ze wszystkim wyrobić. Takich przedmiotów jak języka polskiego, matematyki czy języków obcych uczymy się przez cały rok, natomiast na inne zostawiamy sobie określony czas, np. przez miesiąc przyswajamy materiał z dwóch przedmiotów, chyba że któryś bardzo nas zainteresuje, wówczas robimy np. dodatkowe projekty.

Edukacja domowa daje nam swobodę w dysponowaniu czasem. Dla przykładu, jeśli jakiś dział matematyki sprawia dziecku problem, mogę nad tym tyle siedzieć, ile potrzebujemy, aż dziecko naprawdę to zrozumie i nie idziemy dalej z materiałem, bo wiem, że w matematyce nie ma rzeczy, które można ominąć, gdyż one prędzej czy później wrócą. Natomiast w momencie, kiedy napotykamy materiał, z którym nie mamy problemów, przyśpieszamy. Na przykład całkowicie inaczej z matematyki pracuje się ze Stasiem, który bardzo dużo już nauczył się razem z Ewką. W tej chwili Staś powinien zajmować się dodawaniem ułamków o różnych mianownikach. Ten temat zrobiliśmy jednak przy okazji poznawania ułamków trzy lata temu. Skoro dziecko biegle wykonuje te operacje matematyczne, dokładamy do nich liczby ujemne. Może to bardzo mocno zindywidualizować sposób nauczania i człowiek ma pewność, że podstawa programowa będzie w pełni zrozumiana.

Jak wygląda w edukacji domowej kwestia takich przedmiotów, jak technika, muzyka czy też wychowanie fizyczne?

Nie ma egzaminów z techniki, muzyki, plastyki i w-fu. Religia jest nieobowiązkowa ale możliwa. Władza nie narzuca na nas obowiązku realizacji podstaw programowych z tych przedmiotów, jednak nie znam rodziny edukującej domowo, w której dzieci nie rozwijałyby się artystycznie, technicznie czy sportowo. To ostatnie akurat chyba każdemu towarzyszy bardzo naturalnie. Nawet jeśli są rodziny, które nie posyłają dzieci na zajęcia sportowe, to ilość spacerów, wycieczek, biegania po podwórku, realizuje program w zupełności.

Dzieci nie dostają od Ciebie ocen?

Nie. Choć czasem odpytujemy się, przed samym egzaminem, po to, żeby pokazać dzieciom, czy mają wymaganą wiedzę, czy nie, żeby dostały informację zwrotną, czy opanowały materiał. Im dzieci są starsze, tym tego odpytywania jest mniej, gdyż nauczyły się tak naprawdę słuchać samych siebie i wiedzą, na ile są przygotowane. Nasze dzieci mają świadomość tego, że nie uczą się dla rodzica czy nauczyciela, ale dla siebie. Jeśli więc podejmą decyzję, że jakąś treść potraktują trochę mniej poważnie, to robią to świadomie, bo wiedzą, że im to nie będzie potrzebne, a jeśli nie są tego pewne, to uczą się wszystkiego porządnie. W szkole rzadko kiedy nad tym się zastanawiamy, „wkuwamy” dany materiał, bo jest kartkówka, sprawdzian, cieszymy się z ocen, a nie ze zdobytej wiedzy.

System oceniania w szkole sprowadza się do tego, że dzieci pragną tej oceny i nie jest ważne, jak ją zdobywają. Nasuwa mi się doświadczenie, o którym czytałam. Zostało ono przeprowadzone w amerykańskim przedszkolu. Dzieci podzielono tam na dwie grupy i do każdej z nich przyszedł człowiek z różnymi materiałami plastycznymi. Miał plastelinę, kartki, mazaki, mnóstwo różnych rzeczy, które dał dzieciom i polecił im, żeby stworzyły jakiś obrazek. Podczas zbierania prac, dzieci w jednej grupie za wykonane zadanie, dostały medale. Po tygodniu, ten sam człowiek powrócił z tymi samymi przyborami. W grupie, w której nie było medali, dzieci się ucieszyły, porwały te rzeczy i zaczęły tworzyć. W drugiej grupie dzieci spytały, czy znów będą medale i kiedy dowiedziały się, że ich nie dostaną, część z nich postanowiła nie brać udziału w zajęciach.

Starsi uczą się sami?

Tak, im dzieci są starsze, tym więcej robią samodzielnie. Szczególnie w przypadku takich przedmiotów, jak biologia czy historia, w których materiału po prostu trzeba się nauczyć. Oczywiście możemy o tym porozmawiać, robimy różne pogadanki, wyjaśniamy procesy, oglądamy filmy, jednak najwięcej uczą się z podręcznika, gdyż nazwiska, daty czy nazwy miast muszą być po prostu zapamiętane. Dzieci korzystają z fiszek, quizzleta (taka strona internetowa do robienia fiszek), robią lapboki, nagrywają się i słuchają w wolnym czasie. Na tych wyższych stopniach edukacji, nasza rola jest już naprawdę znikoma. Nasza licealistka jest już w bardzo dużym stopniu samodzielna w procesie uczenia się.

Na kolejnej stronie wywiadu przeczytasz m. in.:

  • Kiedy najlepiej zaczynać edukację domową?
  • Czy dzieci mają znajomych i przyjaciół?
  • Co z wakacjami?
Magdalena Tęcza
Mama Rafała, Kasi, Ewy, Staszka, Wojtka i Marysi. Wraz z mężem, Grzegorzem zrezygnowali z tradycyjnej szkoły dla swoich dzieci i zastąpili ją nauczaniem domowym, które z sukcesem prowadzą od lat.

3 Komentarze

  1. ubolewam że nie mogę udostępnić 🙁 za to poczułam iskierkę, że może jednak dobrze myślę, że może dam radę, że może jednak zrezygnuję ze szkoły naszej kończącej pierwszą klasę autystki, z przedszkola już zrezygnowałam u młodszej, z roczniakiem wszystko przed nami… myślę od pół roku i się boję, a czuję że chyba dałabym radę… ze to lepsze… tylko te stereotypy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*