Pasek, czy pasja?

190
Dziecko z książką, nauka - pasek czy pasja


Czy sześciostopniowy system oceniania oddaje rzetelnie wiedzę uczniów?

Może, ale nie musi. Pierwsze założenie musi być takie, że uczeń nie ściąga i że samodzielnie wykonuje prace domowe, w przeciwnym wypadku oceny nie odzwierciedlają jego wiedzy i umiejętności. Powinniśmy  jednak pamiętać o tym, że ocena jest tylko martwą cyfrą. Dla przykładu, czwórkę, według systemu oceniania, dostaje uczeń, który opanował wiedzę na 75 proc., ale ta czwórka w żaden sposób nie odzwierciedla jego wkładu pracy w uzyskanie oceny. 

Czyli na ocenę należy patrzeć przez pryzmat możliwości ucznia?

Możliwości i motywacji. Czasami bywa tak, że żądamy piątki od ucznia, który tej piątki zdobyć nie może, a nawet jest mu ciężko uzyskać czwórkę. Jedno dziecko na trójkę uczy się przez dwa dni, inne na czwórkę w ogóle nie musi się uczyć, pozostanie mu w pamięci to, czego nauczyło się na lekcji i wystarczy, że douczy się nieco do piątki. 

Wspomniała Pani też o motywacji?

Każda ocena powinna motywować. Tu pojawia się jednak pytanie, czy jedynka motywuje ucznia? Jeden będzie chciał tę ocenę  poprawić i to będzie dla niego priorytetem, inny  natomiast przejdzie nad tym stopniem do porządku dziennego. Z obserwacji jednak wiem, że młodzi ludzie zwracają uwagę na stopnie. Ocena może więc motywować np. w sytuacji, kiedy dziecko zostanie pochwalone przez nauczyciela. Ja zawsze starałam się chwalić tych, którzy dostawali trójki, czasem nawet czwórki, a byli uczniami  słabymi. Taką oceną należy zauważyć, pochwalić i docenić.

To także zadanie dla rodziców?

Oczywiście, aczkolwiek rodzice motywują swoje pociechy na różne sposoby, choć moim zdaniem praktyki takie, jak nagroda, czy pieniądze za ocenę nie są wychowawcze. Uczeń powinien mieć świadomość, że robi to dla siebie. Tylko bardzo trudno u piątoklasisty, a nawet siódmoklasisty, wypracować coś takiego, jak odpowiedzialność za własne stopnie. Da się to zrobić, ale takich osób jest mało. Dziś dzieci najchętniej podchodzą do nauki na zasadzie “trzy razy Z” i tłumaczenie “robisz to dla siebie” niewiele daje. Wielu młodych ludzi potrzebuje dziś mocnego pchnięcia do przodu.

Ogromną motywacją jest środowisko rówieśnicze. U dziewcząt może to być nawet większa motywacja, niż rodzice, ponieważ dziewczyny zazwyczaj chcą dorównać lepszym od siebie, są ambitne. Dobrze więc umieścić dziecko w „mocnej” klasie, ponieważ nietrudno być orłem w słabej (a nie jest tajemnicą, że takie podziały istnieją). Wielokrotnie obserwowałam, że nawet uczniowie, którzy dostali się do dobrych klas, niemalże przypadkiem, starali się dorównać tym najlepszym. Bywa, że rodzice boją się takich dobrych klas, a tymczasem naprawdę warto, nawet kosztem słabszego stopnia.

Nawet jeśli będzie to dotyczyło oceny na świadectwie?

Tak. Nierzadko rodzice są przekonani, że świadectwo z samymi piątkami świadczy o ogromnej wiedzy dziecka, ale dla mnie takie świadectwo, szczególnie w wyższych klasach, jest trochę „podejrzane”. Aż chce się zapytać, jakie są pasje takiego ucznia? Czy każdy przedmiot tak bardzo go interesuje? Czy każdy z nich naprawdę zgłębił? Zawsze radziłam rodzicom szukać i rozwijać u dzieci umiejętności i zdolności. Nieraz spotkałam się z pretensjami rodzica, że dziecko otrzymało np. czwórkę z plastyki. Pytałam wówczas, czy zdaniem rodzica to dziecko ma uzdolnienia plastyczne i zazwyczaj padała odpowiedź, że nie! Warto więc postawić sprawę jasno i wytłumaczyć, że przecież ocenę dobrą uzyskuje uczeń, który pracuje na lekcji, przynosi zeszyty, pomoce naukowe, odrabia zadania, ale nie ma zdolności, np. plastycznych, muzycznych, sportowych. Poza tym ocena ocenie jest nierówna. 

W jakim kontekście?

Nierzadko jest tak, że uczeń, który z danego przedmiotu uzyskał piątkę, w innej szkole, o wyższym poziomie, posiadając tę samą wiedzę, otrzymuje czwórkę. Nawet w poszczególnych szkołach procentowe przeliczenia na konkretną ocenę są różne, co wynika z WSO. 

Nie warto więc naciskać na dziecko, aby miało świadectwo z paskiem?

Za wszelką cenę na pewno nie i wynika to z kilku przyczyn. Nierzadko uczeń, który otrzymuje ten sławetny pasek, część ocen ma zawyżanych. Niestety spotkałam się z sytuacją, kiedy uczeń wyprasza u nauczyciela wyższą ocenę, ponieważ do paska niewiele mu brakuje. Tak więc „pasek” nie zawsze odzwierciedla rzeczywistą wiedzę i umiejętności ucznia.

Druga przyczyna to rekrutacja do szkół średnich. Tu o wiele bardziej liczą się oceny z wymaganych na danym profilu przedmiotów. Fakt, że świadectwo z paskiem też jest punktowane, ale te punkty to znikoma ilość, jeśli zestawimy je np. z wygranym konkursem. Tak więc uczeń, który ma na świadectwie same czwórki, ale jest świetny z historii i wygrał konkurs z tego przedmiotu, szybciej dostanie się do wymarzonej szkoły średniej, niż uczeń piątkowy, który kończy naukę ze świadectwem z czerwonym paskiem. W przypadku rekrutacji na studia liczy się głównie wynik matury,  olimpiady, a czerwony pasek w ogóle nie ma już znaczenia. 

Uważam że niekoniecznie trzeba poświęcić dużo czasu na naukę wszystkich przedmiotów, jeżeli ma się jakąś pasję i tę pasję można rozwijać. Powiedziałabym, że można nawet gdzieś „odpuścić”. Oczywiście nie namawiam do „odpuszczania” ucznia piątkowego, którego stać na piątki, żeby nagle zrezygnował z nauki niektórych przedmiotów na tyle, że będzie dostawał oceny dopuszczające. Natomiast, czy to jest czwórka, czy piątka, nie ma to aż tak wielkiego znaczenia. 

Czy zna Pani dorosłe losy przynajmniej części swoich uczniów? Czy tzw. piątkowicze częściej osiągają sukces, czy niekoniecznie?

Niekoniecznie. Zdecydowanie najlepiej radzą sobie w życiu ci, którzy mają jakąś prawdziwą pasję i z nią związali swoje zawodowe życie. Pamiętajmy też, że kiedy dziecko ma jakąś pasję, uczy się nowych rzeczy z przyjemnością i z łatwością. Dzieci nie warto także zmuszać do podążania ścieżką, którą iść nie chcą. Miałam uczennicę, która  mogłaby mieć średnią około 4.0, ale jej nie zależało. Dlaczego? Ponieważ jej marzeniem było zostać fryzjerką i uparła się, że chce iść do szkoły fryzjerskiej. Dwa lata ją przekonywałam, udowadniałam, że jej oceny są efektem lenistwa. W ostatnim roku stwierdziłam, że jeżeli jej pasją jest fryzjerstwo, to lepiej, żeby była dobrą fryzjerką, niż siedzącą za biurkiem nieszczęśliwą np. księgową.

Czasami rodzice  mają skłonności do realizacji własnych marzeń czy też narzucania dziecku kontynuacji drogi obranej przez nich. Dla przykładu, kiedy w domu jest gabinet stomatologiczny, to rodzice naciskają, żeby dziecko było stomatologiem. Problem pojawia się, kiedy młody człowiek chce wybrać inną drogę. Przekładanie swoich ambicji na dziecko nie kończy się dobrze, gdyż nawet jeśli zostanie ono stomatologiem, to przez całe życie może być niezadowolone ze swojej pracy.

Co z uczniem, który ma piątki, ale nie ma tak naprawdę pasji?

Taki uczeń w którymś momencie i tak będzie musiał zdecydować się na specjalizację. Będzie musiał znaleźć to, co najbardziej go interesuje. Najgorzej jednak, jeśli niczego nie znajdzie. Nierzadko wtedy młodzi ludzie podejmują nie do końca przemyślane decyzje. Takiemu młodemu człowiekowi może się wydawać, że chce być ekonomistą, wybierze studia w tym kierunku, ale czy to będzie jego pasja? Potem praca opiera się na zasadzie  “robię bo muszę”. W życiu najlepiej znaleźć taką pracę, która będzie przyjemnością. 

Miałam też uczniów, którzy szli bardzo okrężną drogą. W gimnazjum same trójki, więc szkoła zawodowa, po niej technikum, następnie studia, a teraz są poszukiwanymi na rynku pracy specjalistami.

Jak więc odnaleźć swoją drogę?

Tu już dużą rolę nierzadko odgrywają rodzice. Trzeba szukać z dzieckiem. To rodzice mogą obserwować  dziecko od samego początku. Łatwiej jest, kiedy ktoś wspaniale śpiewa, świetnie maluje, ale są uzdolnienia, które o wiele trudniej odkryć. Warto tu także wspomnieć, że zamiłowanie do czegoś nie zawsze przekłada się na sukces. Przykładem może być student, który ukończył, dajmy na to, teatrologię, ale pracy w swoim kierunku już nie znalazł. Szukając swojej ścieżki zawodowej, trzeba sobie zadać pytanie, czy marzenia da się przełożyć na zawód, na usamodzielnienie w życiu. 

Mimo to, ktoś zostanie najlepszym krytykiem teatralnym czy też reżyserem. 

Zgadzam się, ale na to składa się więcej czynników, nie tylko pasja. Nie każdy miłośnik teatru mieszka w dużym mieście, gdzie funkcjonuje wspaniały teatr. W takim wypadku musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest gotowy, wyruszyć w Polskę, do dużych miast, gdzie ten teatr faktycznie działa. Droga do pracy w takich zawodach nie jest też prosta. Ktoś, kto chce np. zostać krytykiem teatralnym, może na początek znaleźć etat w gazecie, założyć portal internetowy i powoli zaczynać istnieć w tym środowisku, tylko do tego jest jeszcze potrzebna operatywność. 

Trzeba zaznaczyć, że pokolenie dzisiejszych młodych ludzi jest bardzo elastyczne. Potrafią zmieniać pracę kilkakrotnie i nie robi to na nich dużego wrażenia. Poza tym, jest to pokolenie żyjące w świecie otwartych granic i  znające języki. Niemniej emigracja nie jest prosta, bo jednak każdy z nas gdzieś te korzenie zapuszcza. 

Kiedy u dzieci zaczynają się rodzić pasje?

Nie ma jednej, uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie. Pasje artystyczne można zazwyczaj odkryć już w bardzo wczesnych latach. Kiedy dziecko lubi śpiewać, warto sprawdzić, czy tylko lubi, czy też robi to naprawdę dobrze, a nie zawsze rodzice są w stanie to ocenić. Ważne, żeby takie umiejętności, wrodzone zdolności dalej kształcić. Żeby rozwinąć artystyczne umiejętności dziecka, potrzebne jest duże wsparcie ze strony rodziców. Poza tym talenty odkrywa się w różnym wieku. Przykładem może być Henryk Mikołaj Górecki, który jako dorosły człowiek zaczął uczęszczać do szkoły muzycznej, a są dzieciaki, które grają od trzeciego roku życia, bo w domu jest taka tradycja i stoi pianino, więc mają możliwości i garną się do muzyki. Drogi zawodowe kształtują się też przeróżnie. Dziecko, które w dzieciństwie uwielbiało malować, potem chodziło na jakieś zajęcia plastyczne, może później wybrać ASP, ale może też grafikę komputerową. 

Wielu młodych ludzi interesuje się sportem, jednak klasy sportowe często mają opinię słabszych. 

Tu trzeba postawić pytanie dlaczego tak jest? Gdybyśmy zrobili badania wyników nauczania w klasie sportowej i w klasie załóżmy biol-chem, to wyniki na pewno wyszłyby na niekorzyść klasy sportowej. Gdybyśmy jednak wzięli pod uwagę, ile czasu uczniowie klas sportowych poświęcają na treningi, to gorsze wyniki z innych przedmiotów nie powinny dziwić. Do najlepszych szkół sportowych uczęszczają uczniowie z całego kraju. Ci młodzi ludzie czasami od rana do wieczora mają treningi, więc prawdę mówiąc, kiedy mają się uczyć? Jeśli zawodnik jest miesiąc na zgrupowaniu, bo np.  jest już w młodzieżowej kadrze kraju, to naprawdę nie ma za dużo czasu na naukę biologii czy matematyki.

Rodzic, który zdecyduje się wysłać dziecko do klasy sportowej, musi odpowiedzieć sobie na pytanie, czy życie tego dziecka i jego dalsza kariera będzie związana ze sportem, bo jeżeli nie, to uważam, że nie ma to sensu. Niemniej są to bardzo trudne wybory. 

Miała Pani uczniów, którzy już w gimnazjum byli zdecydowani, co chcą robić w życiu?

Oczywiście, że tak. Uczyłam kilka osób, które deklarowały, że chcą zostać nauczycielami i tak się stało. Uczyłam dziewczynę, która była pewna, że chce zostać prawniczką i dziś pracuje w tym zawodzie. Częściej taką decyzję potrafią podjąć uczniowie, którzy zamierzają iść do szkół branżowych i wiedzą, jaki zawód chcą wykonywać. Kiedy dziewczyna wie, że chce być fryzjerką, a chłopak, że chciałby pracować jako mechanik samochodowy czy też kucharz, to nie ma problemu. 

Niestety wśród moich uczniów byli i tacy, którzy szukali kierunków studiów, na które można się dostać bez problemu i do końca życia tak naprawdę mogą nie odnależć swojej drogi. Szczerze mówiąc, wielu ludzi w końcu przyzwyczaja się do swojego zajęcia i są to osoby, które po prostu chodzą do pracy, niekoniecznie tej wymarzonej.

A zajęcia dodatkowe? Poleca Pani już od najmłodszych lat czy lepiej zaczekać z nakładaniem na dziecko obowiązków? 

Jestem za, ale rozsądnie. Nie może być tak, że dziecko poza szkołą chodzi na każde kółko zainteresowań i jeszcze dodatkowo na zajęcia sportowe czy do szkoły muzycznej. Rodzice powinni sobie uświadomić, że dla przykładu zajęcia w szkole muzycznej, to nie tylko gra na instrumencie. Dzieci przyswajają tam mnóstwo teorii, zdają egzaminy, więc tak naprawdę chodzą do drugiej szkoły, co jest dużym obciążeniem.

Na koniec chciałabym zaznaczyć, iż nie uzurpuję sobie prawa wypowiadania się w imieniu wszystkich nauczycieli. Powyższe wypowiedzi są tylko i wyłącznie moimi przemyśleniami i refleksjami.

Nauczycielka Barbara Walczak


Barbara Walczak, nauczycielka

Nauczycielka (aktualnie na emeryturze) oraz wieloletni wychowawca i wicedyrektor szkoły. Nauczaniu dzieci i młodzieży poświęciła 33 lata, pracując w szkole podstawowej i gimnazjum. Sama ukończyła filologię polską i oligofrenopedagogikę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój komentarz
Twoje imię