Dziecko nie oddycha. Co robić?

Każdy może wykonać reanimację?

Kiedy dziecko nie oddycha, traci przytomność, leje się przez ręce, rodzice nie mogą zwlekać. Większość rodziców odbywa szkolenia z zakresu pierwszej pomocy, czy to na zajęciach BHP w pracy, czy na różnych innych kursach. Najczęściej takie szkolenia dotyczą jednak osób dorosłych. Prowadząc warsztaty Bezpiecznego Malucha zawsze sugeruję rodzicom, że istnieje bardzo duże podobieństwo w ratowaniu dziecka i ratowaniu dorosłego. Różnice pojawiają się tylko w kilku elementach.

Jak upewnić się, że dziecko faktycznie nie oddycha?

Zaczynamy od tego, że kładziemy dziecko na wznak i udrażniamy drogi oddechowe. U dziecka nie odchylamy całkowicie główki do tyłu, bo jest inna budowa fizjologiczna niż u dorosłych i można w ten sposób uszkodzić kręgosłup szyjny maleństwa. Należy ułożyć główkę dziecka tak, aby znalazła się równolegle względem klatki piersiowej. Następnie pochylamy się, sprawdzamy przez dziesięć sekund, czy występuje oddech. U dzieci do pierwszego roku życia, a także starszych, czyli do około siódmego – ósmego roku życia, w trakcie tych dziesięciu sekund (najlepiej po prostu policzyć do dziesięciu) powinno się pojawić minimum pięć oddechów. Jeżeli jest, wówczas dziecko nieprzytomne układamy tak samo, jak osobę dorosłą, czyli w pozycji bocznej i wzywam karetkę.

Co, jeśli tych pięć oddechów się nie pojawi?

Jeśli usłyszymy mniej niż pięć oddechów, czyli np. trzy, albo żadnego, to przechodzimy do resuscytacji. Każda resuscytacja u dziecka zaczyna się od pięciu wdechów ratowniczych. Musimy podkreślić ważną rzecz. U dzieci serce z reguły nie zatrzymuje się samoistnie, co ma miejsce u osób dorosłych np. w skutek niemiarowości. U dzieci najczęstszymi przyczynami zatrzymania akcje serca są bezdech albo zachłyśnięcie. Te pięć wdechów ma więc na celu walkę z tą przyczyną, która przed chwilą zaistniała. Jeśli więc jest to bezdech, to w momencie wykonania tych pięciu wdechów ratowniczych, próbujemy pobudzić układ oddechowy do pracy. Staramy się wymusić na dziecku oddech, a jednocześnie dotleniamy jego organizm. Jeżeli jest to natomiast zachłyśnięcie, to jeśli nie udało nam się wydostać ciała obcego, mleka, kawałka klocka czy landrynki, to pięcioma wdmuchnięciami próbujemy ten przedmiot przesunąć niżej. W takiej sytuacji zazwyczaj wdechy ratownicze działają, choć oczywiście wszystko zależy także od rodzaju i wielkości ciała obcego. Zazwyczaj wdechy przepychają ciało obce do prawego oskrzela, wtedy lewe zaczyna pracować samoistnie, dziecko oddycha, a ciałem obcym zajmą się natomiast później lekarze na oddziale.

Jeśli tych pięć wdechów jednak nie pomoże?

Wówczas kontynuujemy RKO. Po pięciu wdechach ratowniczych przechodzimy do ucisków klatki piersiowej. Na środku klatki piersiowej, tuż poniżej linii międzysutkowej kładziemy dwa palce i uciskamy tak, jak u dorosłych. W tym przypadku, jeśli chodzi o wytyczne Polskiej Rady Resuscytacji powinniśmy wykonywać 30 lub15 uciśnięć (te 15 jest zarezerwowane dla osób doświadczonych – ratowników, strażaków, GOPRu, WOPRu itp., natomiast standardowy Kowalski uciska 30 razy). Po 30 uciśnięciach wykonujemy dwa wdechy. Taka sama zasada jak przy reanimacji dorosłych (30:2). Warto natomiast podkreślić, że pięć wdechów jest tylko i wyłącznie na początku resuscytacji.

Jak długo kontynuujemy RKO?

Optymistycznie do powrotu spontanicznego odruchu krążenia. Wielu rodziców myśli, że dziecko w tym momencie otworzy oczy. Osobiście nie słyszałem, żeby po chwili reanimacji bez sprzętu dziecko odzyskało przytomność. Sytuacja zazwyczaj wygląda w ten sposób – spontaniczny odruch krążenia to reakcja np. w trakcie ucisków klatki piersiowej – uciskamy, klatka ładnie się poddaje (rodzice często boją się, że zrobią krzywdę i tu też ważna rzecz otóż klatka dziecka jest tak elastyczna, że w większości przypadków nic się z nią nie dzieje) i np. po drugim, trzecim uciśnięciu wyczuwamy opór, więc prawdopodobnie ruchy klatki się pojawiły. Wówczas należy przerwać czynności i ocenić sytuację, czyli wykonać dokładnie to samo, co na początku – przez dziesięć sekund liczymy oddechy i minimum pięć musi się pojawić. Drugi sygnał, jaki może dać nam dziecko, to opór w trakcie wykonywania jednego z tych dwóch wdechów. Czyli kiedy osoba prowadząca reanimację próbuję wdmuchnąć powietrze, brzdąc się broni. Trzecia sugestia może nadejść ze strony układu nerwowego. Mostek jest bardzo unerwiony i może dojść do sytuacji, że w trakcie ucisku klatki na twarzy dziecka pojawi się grymas bólu, jęknięcie, ruch rękoma, czy nogami. Wówczas także przerywam RKO i oceniam sytuację.
Jeśli nie ma powrotu spontanicznego odruchu krążenia prowadzimy reanimację do momentu przyjazdu karetki.

W którym momencie powinniśmy wezwać karetkę?

Niestety często rodzice robią tak, że zamiast działać, robić cokolwiek, zaczynają miotać dzieckiem i jedynie wzywają pogotowie. Ważna rzecz. Karetka zawsze przyjedzie do dziecka, jak również do dorosłego w stanie zagrożenia życia, jednak niestety może przyjechać za późno. Jest takie świetne przysłowie w udzielaniu pierwszej pomocy, że jeśli nie wiesz, co zrobić, zrób cokolwiek i zazwyczaj rodzicom się udaje, a karetka przyjeżdża do dziecka, które już oddycha. Niemniej jeśli dziecko nie oddycha, pogotowie wzywamy jak najszybciej. Jeśli w pobliżu dziecka jest więcej osób, najlepiej jeśli jedna wykonuje reanimację, a druga wzywa karetkę pogotowia.

Grzegorz Książek
Ratownik medyczny i instruktor pierwszej pomocy ogólnopolskiej kampanii Bezpieczny Maluch.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*